Archiwum 10 grudnia 2016


gru 10 2016 igła w stogu siana 5

5.

            W mieszkaniu panuje niesamowity bałagan. Znak obecności Michała. Zawsze, kiedy przyjaciel u niego nocuje, wszystkie pomieszczenia wyglądają dokładnie tak, jakby przeszło przez nie potężnych rozmiarów tornado. I tym razem jest tak samo. Adrian od razu na wejściu potyka się o buty. Oddycha  tylko głębiej i wchodzi do kuchni. W całym mieszkaniu powietrze jest ciężkie od oparów alkoholu. Michał chrapie głośno na rozłożonej kanapie w salonie.  Wszędzie walają się  części garderoby. Adrianowi robi się niedobrze, kiedy odkrywa, że nie należą one jedynie do przyjaciela i są częścią kobiecego ubioru. Musi wydostać się z mieszkania. W sumie- spodziewał się tego. Zna Michała nie od dziś i wie, że jest w stanie wyrwać każdą dziewczynę.  Nie wiedział tylko, że wzbudzi to w nim takie emocje. Gotuje się ze złości. Najchętniej wywlókłby go na klatkę i wymierzył kilka konkretnych razów, ale…nie jest już z Olką…

            Szybko ubiera dresy i wychodzi pobiegać. Nie chce być w domu, kiedy wstanie Ola. Nie. Niepotrzebnie zgodził się na tę farsę. Nie jest tego warta, a on nie ma na to siły. Każde jej pojawienie się sprawia, że krew w jego żyłach krąży szybciej niż by tego chciał. Myślał, że ma to już za sobą, że zapomniał, ale czy da się zapomnieć kogoś, kogo tak bardzo się kochało?

Kurwa! Niech to szlag! Myśli biegając po Alejach. Jest już prawie południe, a on czuje głód. Nie wróci do domu na śniadanie. Zje cokolwiek na mieście. Emocje wciąż w nim buzują na samą myśl, że Michał i Ola... o Boże! Chyba zwymiotuje! Zatrzymuje się na środku, nie wiedząc, co robić. Dosłownie kilka sekund później czuje mocne uderzenie z tyłu i pada na twarz. Jest zdezorientowany. Nie słyszy nic poza muzyką dudniącą z mp3. Przeklina w duchu. Obok niego pada młode, opalone ciało i rower. Ciemne włosy zakrywają twarz.

-Nic ci nie jest?- wstaje szybko i pomaga podnieść się dziewczynie.

-Zwariowałeś? Wbiegłeś mi wprost pod rower! Cholera!!- Adrian patrzy na nią z góry. Przy nim jest bardzo drobna i bardzo zła.

-Przepraszam, nie pomyślałem, że...

-No! Raczej! Myślenie nie jest domeną takich typów, jak ty!- obrzuca go wściekłym spojrzeniem

-Mówiłem już, że mi przykro, co jeszcze mogę dla ciebie zrobić?

-O! Wystarczająco już zrobiłeś! Dzięki!- patrzy na zdarte kolano

-Słuchaj, może....

-Dobra, obejdzie się bez twojego wielkiego żalu i wyrzutów sumienia.

-To chociaż daj się zaprosić na kawę.

-Chyba żartujesz?

-Co ci szkodzi? Nic nie ryzykujesz.

-W porządku. Dokąd?- Adrian rozgląda się dookoła

-Do Włocha? Może być?

-Ok.

-Jestem Adrian.

-Kaśka.

-Nic ci się nie stało?

-Nie. W sumie, to ja też przepraszam. Rozmawiałam przez telefon.

-I pomyśleć, że gdybym cię nie zaprosił, to miałbym wyrzuty sumienia!

-Nie chce mi się coś wierzyć!- śmieje się dziewczyna. Po dłuższej rozmowie okazuje się być niezwykle miła i zabawna. Adrian bardzo ceni sobie ludzi z poczuciem humoru, a ona niewątpliwie potrafi śmiać się z wielu rzeczy.  Dzięki niej szybko zapomina o Michale, który jest w jego mieszkaniu. W sumie spędza z Kaśką prawie całe popołudnie, ale dzień mija tak szybko, że nawet nie zauważa uciekającego czasu. Pogoda jest wspaniała. Kwitną kasztanowce i drzewa owocowe. Miasto budzi się do życia. Spacerują po parku i w końcu idą razem na obiad.

-Bardzo dziękuję za miło spędzony czas. Oczywiście, dopóki nie zejdzie mi siniak z kolana, to o tym wypadku nie zapomnę.

-Ale zrekompensowałem się, jak mogłem!

-To prawda. Muszę już lecieć. I tak nic dziś nie załatwiłam, więc…

-Jasne! Nie ma sprawy! Zająłem ci cały dzień.

-W takim razie, do zobaczenia!

-Do zobaczenia.- mówi z uśmiechem.

jkamp