Archiwum 15 grudnia 2016


gru 15 2016 igła w stogu siana 7

7

Wcale nie tak super, jak by się mogło wydawać. Po wejściu do Buffo od razu witają go znajome, zadowolone twarze. W tym właśnie Ola. Adrian uśmiecha się blado.

-Jesteś nareszcie!

-Kazałeś na siebie długo czekać!- śmieją się koledzy

-Dobrze, że w pracy jesteś szybszy!

-Siadaj!

-Piwo?

-Nie, raczej nie.- mówi niepewnie

-No co ty! Weź już nie przesadzaj!

-Pan kierownik dba o formę!- śmieją się

-Dobra, niech będzie jedno!- rezygnuje w końcu

-Jutro będziesz nosił płytki, to wyparuje!

-Jutro, to akurat jedziemy do Wrocławia!- przerywa im Paula

-A to nie! to nie pijesz! – zaśmiewa się Michał

-Przyszedłem, bo jęczycie, że nigdzie się mnie nie da wyciągnąć! A teraz co?- protestuje Adrian

-No teraz to impreza!- wydziera się Artek. Siedzą tak i żartują. Omawiają plany na kolejne dni, chwalą się osiągnięciami w domu. Jak to między przyjaciółmi.  Kiedy Olka i Michał idą tańczyć Artek nie wytrzymuje i wypala

-Ty! Ja to na bank znam tę laskę! Ale dalej nie wiem skąd!- Paula przewraca oczami

-No jak możesz nie znać! Była tu ostatnio z Michałem!- wykrzykuje ktoś następny

-A czy to w ogóle ważne?- kwituje Paula patrząc na nich ostro

-No nie, w sumie chyba nie.

-Zaraz wracam.- Adrian wychodzi zapalić. No skąd mogą znać Olkę? Kurwa! Musi ochłonąć. Nie wyobrażał sobie, że widywanie jej z kimś będzie tak masakrycznie trudne.

-Cześć.- zagaduje ktoś. Adrian w pierwszej chwili nie bardzo wie, kim jest dziewczyna. Drobna brunetka w krótkich spodenkach i prześwitującej luźnej bluzce. Ma wesołe czarne oczy, ale kto to jest??

-No cześć.

-Nie poznajesz mnie?

-Przepraszam, ale….

-Kaśka. Wpadłeś mi pod rower.

-A tak! Jeszcze raz przepraszam!- uśmiecha się

-Jesteś tu sam?

-Nie, ze znajomymi. A ty?

-A ja czekam na przyjaciół.

-Często tu przychodzisz?

-Raczej nie. Wolę coś bardziej oryginalnego, ale uparli się.

-Ja też niespecjalnie lubię to miejsce.

-… skoro jeszcze moich nie ma, a twoi są w środku, to może urwiemy się stąd?

-Bardzo chętnie.- oddycha z ulgą.- Dokąd?

-Nie wiem. Zaproponuj coś!

-Dobra, ale nie będziesz marudziła!

-Nigdy nie marudzę!- śmieje się Kaśka.

-Pokażę ci imprezę, którą wynalazł mój dobry kolega.- wsiadają w auto i ruszają w drogę. Dość szybko lądują w jakiejś małej miejscowości. Muzykę słychać z daleka. Widać też światła, ale nic poza tym

-Tutaj? To coś tutaj w ogóle jest?

-Mówiłaś, że nie marudzisz! Chodź!- bierze ją za rękę i prowadzi w głąb zagajnika. Pawilon złożony z kilku drewnianych domków. Pizzeria, grill, smażalnia ryb…co chcesz! A do tego świetna muzyka!

-Co to jest?

-Powiedzmy, że letnia impreza.

-Tego się nie spodziewałam!- kiedy podchodzą bliżej szybko okazuje się, że wokół budynków bawi się masa ludzi. W ciemności Kaśka ledwie dostrzega, że taras wychodzi na zalew.

-Podoba ci się?

-Nigdy tu nie byłam!

-Chyba żartujesz!

-Nie! Ale już żałuję, bo tu jest pięknie!

-Musisz tu kiedyś przyjechać na pstrąga. Warto!- śmieje się Adrian.

-Adi!- woła go ktoś.

-Kuba! Cześć!

-Co tu robisz?

-A co ja tu mogę robić?

-Dawno cię nie widziałem.

-Dużo pracuję. A co u ciebie?

-Ja niestety też. Jak widzę w nowym towarzystwie.

-Tak! Przepraszam, to jest Kaśka.

-Hej. Miło cię poznać. Kuba. Tak się składa, że ja mu pokazałem to miejsce.- mruga do niej

-Jest świetne.

-Nie bądź taki skromny. Teren należy do jego rodziców.- tłumaczy Adrian.

-Poważnie? – dziwi się dziewczyna

- Przepraszam, wołają mnie. Muszę lecieć. Bawcie się dobrze. Do zobaczenia.

-Dzięki, Kuba.- Adrian dla pewności, wyłącza telefon. Naprawdę chce mieć dziś wieczór tylko dla siebie i zapomnieć o całym tym bajzlu, który panuje w jego życiu.

Kaśka szybko sprawia, że Adrian się odpręża. Bawią się świetnie, tańczą i śmieją się. Noc jest ciepła, a humory dopisują obojgu. Co ona ma takiego w sobie, że potrafi odciągnąć jego myśli od kłopotów? Adrian sam zaczyna się zastanawiać, ale dochodzi do wniosku, że jest po prostu beztroska!

Kiedy Adrian spogląda wreszcie na zegarek okazuje się, że jest piąta rano.

-Kaśka, musimy wracać.

-Dobra! To jedźmy!- chłopak nie może uwierzyć, że jest taka wyluzowana.

Do centrum dojeżdżają w świetnych nastrojach.

-Dokąd cię zawieźć?

-Wysiądę tutaj i dojdę.

-Mówisz poważnie?

-Tak! Czemu?

-Spędziłaś ze mną cały wieczór i teraz boisz się pokazać mi gdzie mieszkasz?

-Nie boje się. Po prostu nie mieszkam sama.

-No to tłumaczy wszystko!- mówi w końcu Adrian

-To dzięki za świetną imprezę i co? Do zobaczenia!- mówi dygotając z zimna

-Weź chociaż moją bluzę!

-Dzięki!- uśmiecha się szeroko. Mogłaby się nią owinąć dookoła.- To ja lecę! Pa!

-Do zobaczenia.- Kaśka wyskakuje w chłodne powietrze poranka. Jest uśmiechnięta i rusza w kierunku linii tramwajowej. Adrian ciągle nie może przestać się zastanawiać nad spędzoną z nią nocą. Niesamowita dziewczyna! Uśmiecha się do siebie i spokojnie rusza w kierunku mieszkania.

-Co za burdel! – dziwi się w drzwiach.- Michał? Jesteś tu?- tak, jak podejrzewał, jest.  Niestety, nie tam, gdzie zwykle, ale w łóżku Olki. Adrian bierze szybki prysznic i wychodzi. Od kiedy włączył telefon, nie przestają przychodzić wiadomości.  W końcu dzwoni do Pauli

-No czekam na ciebie!- wykrzykuje

-Już jadę. Daj mi dziesięć minut.- rozłącza się,  wskakuje w auto i po chwili staje pod jej domem. Paula wyszła już na podwórko.

-Gdzie cię nosiło? Nie dało się do ciebie w ogóle dodzwonić.

-Tak, telefon mi padł.

-Rozumiem, że mam nie pytać, gdzie byłeś całą noc i dlaczego nas wystawiłeś?

-A to ważne?

-Wszyscy byli zawiedzeni, że wyszedłeś.

-Daj spokój, dobra?

-Chodzi o Olkę? Znowu!

-Tak! Chodzi o Olkę! Co innego mam ci powiedzieć? Moja męska duma nie chce się do tego przyznać, ale źle to znoszę!

-To dlaczego pozwoliłeś jej…?

-Przestań już! Nie jadę z tobą po to, żeby całą drogę się sprzeczać.

-Nie rozumiem! Po prostu nie rozumiem!

-A wiesz dlaczego? Bo masz normalną rodzinę! Ani ona, ani ja nie mamy nikogo. A teraz, nie chcę już o tym rozmawiać!- niemal bez słowa dojeżdżają na miejsce. Są zdecydowanie za wcześnie. Targi zaczynają się za półtorej godziny, a pogoda zachęca do tego, żeby usiąść i delektować się słońcem

-Idziemy na jakąś kawę?

-Bardzo chętnie! I koniecznie na śniadanie. Padam z głodu!

- źle wyglądasz.

-Dzięki! Ostatnio jesteś miła aż do przesady!

-Nie jeż się. Przede wszystkim jestem szczera!

-Nie spałem dziś wcale.

- Może z powrotem ja poprowadzę?

-Jak chcesz. Chodźmy na to śniadanie w końcu!- ponagla ją.

-Dobra, mamy dużo czasu. – ruszają na rundkę po otwartych lokalach. Rozsiadają się w jednym z ogródków i zamawiają kawę i śniadanie.

-Lubię wycieczki z tobą. – mówi w końcu Adrian

-Poważnie? A ja myślałam, że nieźle cię wkurzam.

-Czasem tracę cierpliwość, ale dlatego, że zmuszasz mnie do myślenia.

-Bo czasem powinieneś ruszyć głową! Przykro mi, jak chodzisz taki struty.

-Wiesz, właściwie to częściej mógłbym cię słuchać, ale to nie takie proste.

-Staram się jakoś ci pomóc.

-Dzięki Paula. Jeśli mam być szczery, bez ciebie nie dałbym rady.

-Gdybyś potrzebował, zawsze możesz do mnie przyjść.

-Zbierajmy się. – mówi niespodziewanie

-Jasne.

jkamp